Strona poświęcona Teorii Suworowa. Czy w 1941 roku Zwiazek Radziecki szykował się do ataku na III Rzeszę? Wiele osób, wśród nich Wiktor Suworow uważa, że TAK. Zapoznaj się z argumentami, które świadczą o sowieckich przygotowniach do ataku!

Timur i jego drużyna

Starsi pewnie się dziwią, co ta książka tu robi. Młodsi nie wiedzą, o czym mowa.

"Timur i jego druzyna" - przez ponad 40 lat była to lektura obowiązkowa. Prosta historia, która miała kształtować właściwe postawy wśród młodzieży. Treść książeczki jest nieskomplikowana: trwa wojna. Do podmoskiewskiej wioski przyjeżdża na wakacje mała dziewczynka. We wsi nie ma dorosłych mężczyzn - są na froncie. Miejscowi chłopcy podzieleni są na dwie rywalizujące grupy - drużynę Timura i bandę Kwakina. Drużyna Timura jest szlachetna i pomaga samotnym kobietom.

I morał z lekcji polskiego: TAK WŁAŚNIE NALEŻY POSTĘPOWAĆ .

Dopiero gdy wiemy, że Arkady Gajdar (właściwie A. Golikow) napisał książkę w 1940 roku musimy zadać sobie pytanie: Jaką wojnę opisuje Gajdar?

Dowódcy dywizji pancernej, pułkownika Aleksandrowa, już od trzech miesięcy nie było w domu. Prawdopodobnie przebywał na froncie. (*)

W połowie lata przysłał telegram, w którym zaproponował swoim córkom, Oldze i Żeni, aby resztę wakacji spędziły pod Moskwą, na letnisku

(*) Istnieje tłumaczenie zaczynające się od słów "Dowódcy pociągu pancernego.." (cytownie przez Sołonina - w książce "22 czerca 1941". Dodatkowo w opowiadniu "Timur.." jest scena gdy pułkownik wsiada do pociagu pancernego)

Narada "drużyny Timura":

- W Krzywym Zaułku, w sadzie przy domu numer trzydzieści cztery, jakieś typy otrząsły wszystkie jabłka z jabłoni - oznajmił Kola Kołokolczykow. - Złamali dwie gałęzie i podeptali klomby.
- Czyj to dom? - Timur zerknął do zeszytu w ceratowej okładce. - Czerwonoarmisty Kriukowa. Kto tu był dawniej specem od cudzych jabłek.
- Ja - rozległ się czyjś zawstydzony głos.
- Czyja to może być robota?
- Miszki Kwakina i jego pomocnika, tego, co go nazywają Figura. To jabłoń pierwsza klasa, krzyżówka miczurinowska, słodkosoczyste, oni się na tym znają.
- Znowu ten Kwakin! - Timur zamyślił się. - Gejka, rozmawiałes z nim?
- Aha.
- I co?
- Dosunąłem mu parę razy.
- A on?
- Też mi dołożył.
- Ty to zawsze na jedno kopyto. "dosunąłem", "dołożył"... A pożytek z tego żaden. No, dobra! Do Kwakina jeszcze wrócimy. Kto ma coś jeszcze?
- Pod dwudziestym piątym syna starej mleczarki wzięli na wojnę. Do kawalerii.
- Ale nowina! Już od trzech dni jest tam znak nasz na furtce. Kołokolczykow, to ty go malowałeś?
- Ja...
- To dlaczego jedno z górnych ramion gwiazdy jest krzywe jak pijawka? Jak już coś robisz, to rób po ludzku. Ludzie będą się śmiali. Co dalej? Sima Simakow zerwał się i wypalił jednym tchem:
- Na Puszkarowej pod pięćdziesiątym czwartym zginęła koza. Idę i widzę, że na podwórku starucha leje rózgą dziewczynę. Więc wołam: "Psze pani, dzieci się nie bije, dzieci się okłamuje!" A ona mi na to: "Koza mi zginęła, niech Ją wszyscy diabli!" "Gdzie zginęła?". "Ano tam, w wąwozie, za lasem! Przegryzła sznur i tyle ją widziałam! Może ją wilki żeżarły?"
- Czekaj, kto tam mieszka?
- Czerwonoarmista Paweł Guriew. Dziewczyna to jego córka. Niurka jej na imię. Biła ją babka, nie wiem, jak się nazywa. A koza nazywa się Mańka. Szara, z czarnym grzbietem.
- Znaleźć tę kozę! - skomenderował Timur. Pójdzie czterech. Ty, ty, ty... i ty! To wszystko, chłopaki?
- Pod dwudziestym czwartym płacze dziewczynka - oznajmił niechętnie Gejka.
- Dlaczego?
- Pytałem, nie chce powiedzieć.
- Trzeba było lepiej pytać. Może ktoś ją uderzył albo jej dokuczył?
- Pytałem, nie chce powiedzieć.
- Duża ta dziewczynka?
- Ze cztery lata.
- To pech! Zeby była większa, ale cztery lata! Czekajcie, czyj to dom?
- Lejtnanta Pawłowa. Tego, co niedawno zginął na granicy.
- "Pytałem, nie chce powiedzieć!" - chmurnie powtórzył za Gejką Timur. Zasępił się i przez chwilę rozmyślał w skupieniu. - No, dobra. Sam to załatwię.

Timur pewną ręką wyrównał ramiona gwiazdy.
- Po co to wszystko? -- spytała Żenia. - Wytłumacz mi, co to ma znaczyć. Timur schował tubkę do kieszeni. Potem zerwał liść łopianu, otarł pobrudzony palec i patrząc Żeni w oczy, powiedział:
- To znaczy, że z tego domu ktoś odszedł na front, do Armii Czerwonej. I że od tej chwili ten dom i jego mieszkańcy znajdują się pod naszą opieką i ochroną. Twój ojciec jest na froncie?
- Tak! - odparła Żenia z dumą i wzruszeniem. Jest dowódcą.
- Więc i ty jesteś pod naszą ochroną i opieką. Przystanęli przed furtką następnego domku. Tu także na płocie namalowana była gwiazda. Ale wokół jej ramion widniała szeroka czarna obwódka.

- Widzisz? - spytał Timur. - Z tego domu też ktoś poszedł na front, ale już nie wróci. To dom lejtnanta Pawłowa, którego niedawno zabito na granicy. Tu mieszka jego żona i ta mała dziewczynka, która nie chciała powiedzieć dobremu Gejce, czemu tak często płacze. Jeśli ją kiedyś spotkasz, Żeniu, postaraj się zrobić dla niej coś miłego.

spotkanie z ojcem:

Tato, zabierz nas ze sobą na dworzec, odprowadzimy cię do pociągu.
- Nie, Żeniu, nie wolno. Nie będę miał tam czasu na pożegnania.
- Dlaczego? Przecież masz już bilet?
- Mam.
- W pierwszej klasie?
- W pierwszej klasie.
- Och, tak bym chciała pojechać z tobą daleko w świat... w wagonie pierwszej klasy.

I oto widzimy już nie dworzec, lecz jakąś stację, podobną do towarowej. Wokół tory, semafory, wagony, lokomotywy. Ani śladu ludzi. Na torze stoi pociąg pancerny. Otworzyło się żelazne okno, mignęła i skryła się czerwona od blasku twarz maszynisty. Na peronie w skórzanym płaszczu stoi ojciec Żeni, pułkownik Aleksandrow. Podchodzi do niego lejtnant, salutuje i pyta:
- Towarzyszu dowódco, wyruszamy?
- Tak jest. - Pułkownik spogląda na zegarek. Jest trzecia pięćdziesiąt trzy. Według rozkazu mamy wyruszyć o trzeciej pięćdziesiąt trzy. Pułkownik Aleksandrow podchodzi do wagonu i rozgląda się. świta, ale niebo zasnute jest chmurami. Pułkownik ujmuje wilgotną poręcz. Otwierają się przed nim ciężkie drzwi. Stawiając nogę na stopniu, pułkownik mówi do siebie z uśmiechem:
- W pierwszej klasie? Tak, w pierwszej klasie. Ciężkie stalowe drzwi zatrzaskują się za nim z łoskotem. Spokojnie, płynnie, bez hałasu cały ten żelazny kolos rusza i powoli nabiera szybkości. Przejeżdża parowóz, potem wieżyczki dział. Moskwa pozostaje w tyle. Mgła. Gwiazdy gasną. świta.

 

Powtarzam pytanie: Jaką wojne opisuje Gajdar?

 

 


Poprzednia strona: Szosa Wołokołamska, Aleksander Bek
Następna strona: Wydawnictwo Forteca